piątek, 22 czerwca 2012

11. mrok, róż & galaretki.

22 czerwca 2012 - piątek - środek nocy.

śniło mi się, że przeglądałam potężną księgę. kartki były pożółkłe i pochlapane różnymi płynami - od atramentu po krew. ryciny przedstawiały ludzi z przerażającymi lub zamazanymi twarzami, podpis informował, że to zwłoki użyte do mrocznych eksperymentów. wtedy dostrzegłam, że siedzę w piwnicy, mam na sobie fartuch upaćkany krwią. dookoła leżą różne narzędzia, a za mną spoczywała zaczęta "robota".
ale nie miałam siły, by dokończyć, więc schowałam zwłoki do lodówki i wróciłam do domu. siedziałam w kuchni i jadłam galaretkę o metalicznym posmaku. była pyszna. ktoś zapukał w szybę drzwi balkonowych. był to osobnik, który poinformował, że jest pewna osoba, która bardzo chciałaby się ze mną spotkać, gdyż jest pod moim urokiem i wydaje się być zakochana bez pamięci.
wtedy do kuchni wparował Justin Bieber i od razu przysiadł się do mojej galaretki, snując wizje wspólnego życia w jego pałacu. jakoś nie interesowała mnie znajomość z dzieciakiem, więc wyznałam mu, że ta galaretka to moja żelowana krew. nie przejął się tym, co więcej zaofiarował się oddawać swoją krew, bym tylko robiła mu takie pyszne galaretki.
i obudziłam się, przerażona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz